W poszukiwaniu brzmieniowej głębi – nieustającym procesie, w którym organiczna przestrzeń spotyka się z autentycznym, scenicznym dialogiem – lubię, gdy w kompozycjach dojrzałe rzemiosło naturalnie przeplata się z nieprzewidywalną, impresjonistyczną narracją – od nastrojowych, lekko psychodelicznych harmonii po pulsujące, konceptualne formy, stawiając warsztat jazzowy jako fundament pełnej swobody ekspresji i nieskrępowanej improwizacji.

Jacek Pietrzak

Jacek Pietrzak

saksofonista, kompozytor, band-leader

Absolwent klasy saksofonu jazzowego Akademii Muzycznej w Krakowie. Swoje podejście do instrumentu oraz kompozycji kształtował pod okiem wybitnych postaci światowej i polskiej sceny jazzowej – czerpiąc z doświadczeń takich mistrzów jak Stephen Riley, John Escreet, Rosario Giuliani, Kenny Garrett, Chuck Israels, Rafał Sarnecki, Maciej Obara, Tom Arthurs, Gard Nilssen, Ole Morten Vågan, Thomas Strønen, Jim Black, Jon Fält, Dominik Wania.

Występował na międzynarodowych festiwalach jazzowych (m.in. Summer Jazz Festival, Starzy i Młodzi – Jazz w Krakowie, Młyn Jazz Festival, White Bridge Festival czy londyńskim Hanwell Hootie). Gościł także na deskach cenionych sal koncertowych w Polsce i w Europie, w tym w sali NOSPR w Katowicach, Drammen Theater oraz Oslo Konserthus. Ważnym impulsem w rozwoju jego autorskiego języka był również pięciokrotny udział w prestiżowym projekcie International Jazz Platform – warsztatach i festiwalu skupiającym europejską czołówkę muzyków otwartych na eksperyment.

Dzielił scenę z artystami wielkiego formatu – od legendy polskiego jazzu Janusza Muniaka, po takie osobowości jak Obed Calvaire, Tal Cohen, Zhenya Strigalev, Alexa Tarantino, Kuba Badach, Rosario Giuliani, Bernard Maseli, Stanisław Soyka, Lora Szafran.

Recenzja koncertu z Sącz Jazz Festival

Kwartet zaprezentował kompozycje wydawniczo jeszcze nieistniejące, zawartość mającego się wkrótce ukazać debiutanckiego albumu. Scenę przeszywały atmosferyczne dźwięki z pogranicza jawy i snu; muzyki eksperymentalnej, neurotycznej psychodelii i jazz-rockowych brzmień, rozmytych i trudnych do precyzyjnego zdefiniowana. Powiedzieć, że grupa operowała przebogatym wachlarzem efektów oraz techniką dworującą sobie ze schematów, to jakby nic nie powiedzieć. Każdy z utworów był strukturalnie zróżnicowany, nakłuwany częstymi zmianami tempa i nastroju, z jakąś niepojętą dla mnie sekwencją zdarzeń nieprawdopodobnych, bardzo, ale to bardzo konceptualną. Pulsujące melodie z biglem co rusz trzeszczały pod naporem może nie mrocznej, ale subtelnie złowieszczej nuty. „Vibe creation", „Baobab", „Łukowica", „Triple birth", „Dance with darkness", „Sun & air", „Atlas", „Weird joke" i „Tesla coil", z „Green Dolphin Street" Bronisława Kapera na bis, piątkowy koncert był dla mnie trudny do zdekodowania i całościowo enigmatyczny, a sam kwartet to jeden z bardziej nieprzewidywalnych kolektywów jazzowych, jaki miałem okazję ostatnio spotkać. Kolektyw celebrujący abstrakcję w sposób zręczny, na zimno i z klasą podchodzący do wszelakich podziałów rytmicznych, jak i stylistycznych. Muzyka wieczoru – muzyka Jacek Pietrzak Quartet – wydobywająca się z ich mentalu, z ich instrumentów, w mojej głowie układała się w sposób niejednoznaczny. Niczym wypatrywanie zza firanki romantycznego tańca świateł i cieni w środku nocy, wzdłuż znaczonej latarniami posępnej alejki. A może to nie taniec? Może klincz? Krzyk? Szarpanina? Takich jednocześnie niepokojących, a zarazem fascynujących momentów w czasie trwania występu było całe mnóstwo, ale każdy z nich miał zupełnie inny charakter, rozmywający się w pełnej palecie emocji i barw. Jeżeli w trakcie koncertu stajemy się zakładnikami charyzmy, warsztatu, mocno przemyślanej architektury w spinaniu ze sobą niepowtarzalnych historii tworzonych tu, teraz i tylko w przestrzeniach, które wypełnia się tym, co w jazzie najbardziej wyraziste i unikatowe, to znaczy, że trafiliśmy pod właściwy adres. Jakaż to była piękna klamra 5. edycji SJF.

Bartosz Szarek